sobota, 9 czerwca 2012

Kielce: 80 - latka złamała nogę 60 - latce


Jadąca wózkiem inwalidzkim 80 – letnia kobieta potrąciła  8 czerwca br. w Kielcach 60- latkę spacerującą po chodniku. Poszkodowana ze złamaną kością podudzia odwieziona została do szpitala.

Do wypadku doszło u zbiegu ulic Paderewskiego i Panoramicznej w godzinach popołudniowych. Informacja, że starsza pani rozpędzonym wózkiem inwalidzkim (sic!) najechała na drugą 20 lat młodszą kobietę, nie  jest fragmentem scenariusza komedii.  Dzisiejszy komunikat policyjny głosi, że „postępowanie prowadzi WRD KMP Kielce”. A to już jest poważna sprawa. Kobiety zbadane przez policjantów alkomatem okazały się być trzeźwe. 

Od siebie:
Powyższa historyjka skłania do wielorakich refleksji. Choćby takiej, że piratami drogowymi są nie tylko młodzi ludzie na swych cztero i dwukołowych maszynach, ale należy także uważać na osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich i być może nawet w wózeczkach dziecięcych.   Mogą one, bowiem być także poważnym zagrożeniem dla pieszych poruszających się po chodnikach …jak muchy w smole. 

Można też snuć rozważania na temat kondycji inwalidów lub nad zasadnością wydłużenia wieku  emeryckiego, ale tu już wkraczamy w obszary wszechobecnej polityki, polskiej polityki…

poniedziałek, 7 maja 2012

Zmarł zasłużony trener szczypiorniaka – Edward Strząbała


W wieku 74 lat zmarł 7 maja br. w Kielcach Edward Strząbała, zasłużony dla polskiego sportu trener piłki ręcznej. Legendarny szkoleniowiec urodził się 25 lipca 1938 roku w Zagnańsku.  To pod jego wodzą Korona i Iskra Kielce zdobyła m.in. dwukrotne mistrzostwo Polski. Również   ze Śląskiem Wrocław zdobył mistrzostwo kraju, a Stal Mielec wprowadził do ekstraklasy. Z zespołem Nady El Ahly zdobył mistrzostwo Egiptu i Puchar Afryki, a ekipą Ali-Ahli Club Manama mistrzostwo Bahrajnu i Puchar Zatoki Perskiej. Wybrany został trenerem 50-lecia Świętokrzyskiego Związku Piłki Ręcznej.

Poniższy tekst napisałem, gdy jeszcze zmagał się ze skutkami zawału serca. Jest on efektem naszych rozmów przy rodzinnym stole. Przygotowywałem go druku z myślą zrobienia niespodzianki, gdy się obudzi z wielodniowej śpiączki…




Cześć Twojej Pamięci Edwardzie! Odpoczywaj w Pokoju Wiekuistym!

ŻYCIE TO JEST MECZ...
 Ś.p. Edward Strząbała zaliczany jest do grona najwybitniejszych trenerów piłki ręcznej w Polsce. Niegdysiejszy szkoleniowiec między innymi Stali Mielec i Śląska Wrocław może się pochwalić licznymi sukcesami w pracy z drużyną Iskry Kielce. Jego talent trenerski doceniony został także za granicą, gdzie przebywał kilka lat trenując zespoły z Egiptu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu i Bahrajnu, zdobywając wszystkie możliwe trofea, które były do zdobycia. Trawestując znaną piosenkę Stachury można w przypadku Edwarda Strząbały obrazowo powiedzieć, że życie to jest mecz..., zaś kula ziemska może przypominać kształt piłki...
Najpierw był boks 
Korzenie rodzinne przyszłego handbalisty sięgają okolic zagnańskiego dęba „Bartka”, konkretnie pobliskich Jaworzy. Będąc uczniem Technikum Budowlanego w Krakowie próbował swoich sił w boksie, jednak po kilku miesiącach zapałał miłością do „królowej sportu”. W krakowskim „Zrywie” biegał na 800 metrów. Z czasem około 2 minut zdobył nawet pierwsze kółko olimpijskie. Po ukończeniu szkoły przez rok był kierownikiem budowy. Stawiał bloki mieszkalne w podwawelskim grodzie. Tak jak o każdego chłopaka w wieku poborowym także i o niego upominała  się jednak armia...
Mundur albo strój sportowy?
- Miałem dwie możliwości: włożyć mundur wojskowy lub kontynuować naukę. Wybrałem  to drugie... – z uśmiechem wspomina. Pierwszy kontakt z piłką ręczną miał w Katowicach, jako uczeń Studium Wychowania Fizycznego. Namówił go Zdzisław Weiss, trener i wychowawca wielu reprezentantów Polski. Smak zwycięstwa poczuł w latach 1958 – 60, gdy jego drużyna zdobyła tytuł mistrza kraju. Następnie we Wrocławiu po rozpoczęciu studiów na Akademii Wychowania Fizycznego jednocześnie biegał na lewym skrzydle w pierwszoligowym AZS - ie i celnie strzelał bramki. Należał do czołowych zawodników i najlepszych strzelców zespołu. W 1965 r. wrócił do Kielc i od razu wzmocnił szeregi „siódemki” Budowlanych. Wspólnie z kolegami walczył o wejście do I ligi. Podczas półfinałowego turnieju granego w Mielcu, zauważyli go i docenili działacze Stali Mielec. I znowu dylemat:
Koszulka zawodnika, czy dres trenerski?
- Na początku szkoliłem juniorów. Potem szybko zostałem trenerem pierwszej drużyny. Pobyt w Mielcu był dla mnie niesamowitym doświadczeniem. Byłem także nauczycielem pływania i wychowania fizycznego. Tego przedmiotu uczyłem między innymi Grześka Latę i Zygmunta Kuklę” – wspomina. Kieleccy działacze jednak czynili jednak wszystko, bo go ściągnąć do Kielc. W 1970 r. udało im się tego dopiąć. Po słynnej fuzji „Iskry” i SHL – ki powstała „Korona”. Pod okiem Edwarda Strząbały w 1975 r. awansowała do ekstraklasy. Wówczas to wydarzenie uznane zostało za jeden z największych sukcesów  sportowych Kielecczyzny. Z powodu braku hali sportowej gospodarz spotkania musiał swoje mecze rozgrywać na parkiecie  Stali Mielec. I choć spotykały drużynę niepowodzenia, to jednak w Kielcach  tworzył się wręcz w oczach mocny ośrodek sportowy. Pojawili się utalentowani zawodnicy. „Korona” zaczęła odnosić sukcesy. Uplasowała się na trzecim miejscu w rozgrywkach ekstraklasy. Zdobyła Puchar Polski. Niespokojny duch sportowy popycha młodego, ambitnego trenera Strząbałę  jednak do Śląska  Wrocław. Zadomowił tu aż na dwa i pół sezonu.
Mistrzostwo Polski na dzień dobry...
W mocnym składzie zawodników  z wyróżniającym się wówczas Zbigniewem Tłuczyńskim, który odbywał tu służbę wojskową, zdobył mistrzostwo Polski. Był to wspaniały okres w pracy trenerskiej. Bramkarze  nie tylko polskich drużyn nie mogli nadążyć z wyjmowaniem piłek z siatki. Śląski zespól wygrywał międzynarodowe silnie obsadzone turnieje. Podczas jednego z nich zremisował nawet z piątą drużyną  świata – Szwecją, inkasując za to 30 tysięcy koron... Ale ten niespokojny duch sportowy szykował już kolejną marszrutę, jaką trener musiał przebyć:
Kielce – Afryka – Końskie – Wrocław – Kielce – Radom...
Kielce. Do historii zapewne przejdzie wygrana drugoligowej Korony w mocno obsadzonym Turnieju Wyzwolenia w Łodzi.(Grały m.in. – mistrz Polski Anilana Łódź, trzecia drużyna Niemiec, młodzieżowa reprezentacja Polski). Po tych zawodach Niemcy zainteresowani byli kupnem Zbigniewa Tłyuczyńskiego i zatrudnieniem u siebie ambitnego trenera. Z powodów politycznych, jak wielokrotnie to wyjaśniał zainteresowany – nie doszło do podpisania kontraktu. Po wprowadzeniu Korony do ekstraklasy i zdobyciu Pucharu Polski zdecydował się wyjechać do Egiptu. I w ten sposób rozpoczął się jednocześnie egzotyczny, ale usłany licznymi sukcesami romans sportowy z Afryką.
Egipt. Podczas półtorarocznej kadencji, nie przegrywając żadnego meczu, drużyna Nady Al.-Ahly zdobyła mistrzostwo Egiptu. Po niezwykle emocjonującym spotkaniu w Maroku z mistrzem Algierii, szczypiorniści Strząbały zdobyli Puchar Afryki. (Remisowa była pierwsza połowa, cały mecz, dogrywki i dwie serie rzutów karnych. Zdecydowała trzecia seria, którą wygrali 5:4). Kilku kibiców zabierano z wypełnionych trybun z objawami stanów przedzawałowych. Natomiast w Pucharze Krajów Arabskich po porażce z mistrzem Tunezji zajęli drugie miejsce. Ale najwięcej satysfakcji trenerowi Strząbale i jego podopiecznym sprawiło pokonanie trzema bramkami reprezentacji Egiptu w jednym ze sparingowych meczów.  
Emiraty Arabskie. Z drużyną Al.-Ain, młodzieżówką do lat 19 podopieczni Strząbały zdobyli mistrzostwo Zjednoczonych Emiratów Arabskich, zaś podopieczni z drużyny seniorów – wicemistrzostwo kraju.
Kuwejt. Tu swój dorosły zespół wprowadził do pierwszej ligi, a z młodzieżą do lat 19 zdobył trzecie miejsce. Z uwagi na pogarszający się stan zdrowia w trudnym klimacie afrykańskim w roku 1989 powrócił do kraju.
Kielce. Wlokącą się w ogonie pierwszoligowców Koronę Strząbała uratował przed degradacją. W 1990 roku nastąpiło wyłączenie z Korony sekcji szczypiornistów pod nazwą Iskra. I ta drużyna zdobyła pierwszy, historyczny tytuł mistrza Polski w 1993 r. W ślad za tym zdobyła drugi tytuł mistrza kraju, raz wicemistrzostwo oraz dwa razy grała w finałach Pucharu Polski. Po tych sukcesach pan Edward postanowił wrócić jeszcze raz na kontynent afrykański.
Bahrajn. Mały, ale bardzo bogaty emirat na Półwyspie Arabskim. Drużyna Strząbały wygrywa wszystkie mecze ligowe i tym samym zdobywa mistrzostwo kraju. Ale jest to tylko preludium do dalszych sukcesów – czyli do zdobycia Pucharu Zatoki Perskiej. Po latach powie, że pobyt w Bahrajnie był odpoczynkiem dla niego po czteroletniej harówie w Iskrze Kielce. Po powrocie z tych niezwykle udanych wczasów sportowych, jednak nie znalazł zatrudnienia w Iskrze. Postanowił sprawdzić swoje siły w drugoligowym klubie.
Końskie. W tym niewielkim miasteczku na krańcach województwa wprowadził swoją drużynę do zreformowanej pierwszej ligi. Był to ogromny sukces  zespołu, który był o krok od awansu do ekstraklasy. Wkrótce upomniał się o swojego wychowanka ponownie Śląsk Wrocław..
Wrocław. Trzecie miejsce w kraju zapewnili sobie podopieczni Strząbały w meczu właśnie z Iskrą. Podczas tego meczu w Kielcach kibice i jego bliscy byli trochę zdezorientowani. Z jednej strony patriotyzm lokalny nakazywał dopingować swoich, z drugiej zaś trener przeciwników także swój. Co robić?
Strząbała, wracaj do Kielc!
Kibice takim właśnie okrzykiem pożegnali swojego trenera. I zgodnie z ich życzeniem i naleganiem działaczy wrócił. Ale jakoś się nie odnalazł. Postanowił spróbować swoich sił w Radomiu. – RTS „Eltast” była bardzo dobrą drużyną. Zabrakło nam jedynie jednego punktu, by wejść do ekstraklasy. Wreszcie inne problemy w klubie spowodowały, że wróciłem do Kielc. Tu postanowiłem się sprawdzić, jako społecznik. Zapragnąłem dać innym ludziom coś więcej niż tylko sukces sportowy – opowiada. Kibice mogli posłuchać także jego ciekawych komentarzy sportowych w Telewizji Polsat – Sport.

Najważniejsze sukcesy w karierze trenerskiej:
Korona Kielce – brązowy medal mistrzostw Polski, Puchar Polski,
Śląsk Wrocław – złoty i dwa brązowe medale mistrzostw Polski, dwa razy Puchar Polski, finał Pucharu Polski,
Iskra Kielce – dwa złote medale mistrzostw Polski, wicemistrzostwo Polski, dwa razy finalista Pucharu Polski,
Al Ahly – Cario (Egipt) – mistrzostwo Egiptu, Puchar Egiptu, Puchar Afryki,
Al – Ain Sports and Cultural Club (Zjednoczone Emiraty Arabskie) – srebrny medal mistrzostw kraju, mistrzostwo kraju juniorów do lat 19,
Fahamel Sport Club (Kuwejt) – awans do pierwszej ligi z drużyną seniorów, brązowy medal mistrzostw kraju juniorów starszych,
Al – Ahli Club (Bahrajn) – mistrzostwo kraju, Puchar Bahrajnu, Puchar Zatoki Perskiej.

Andrzej Piskulak
PS opublikowane fotografie pochodzą z archiwum rodzinnego Śp. Edwarda Strząbały

wtorek, 10 kwietnia 2012

Zmarła Nelli Turzańska-Szymborska - wspomnienie Edwarda Zymana


W dniu 8 kwietnia 2012 r. w Western Toronto Hospital zasnęła w Panu Nelli Turzańska-Szymborska z domu Barańska. Uroczystości żałobne odbędą się w środę 11 kwietnia, w godz. od 7:00 do 9:00 wieczorem w Domu Pogrzebowym Porter and Turner, przy 436 Roncesvalles Avenue w Toronto.

Msza św. za duszę Zmarłej odprawiona zostanie w dniu 12 kwietnia o godz. 10:15 rano w kościele Św. Kazimierza, po czym kondukt żałobny uda się na cmentarz Park Lawn (przy skrzyżowaniu ulic Bloor i Prince Edward) o czym zawiadamiają pogrążeni w smutku Mąż – Zbigniew Szymborski, Syn - Tom Krysiak, córka Ewa Szozda z Rodzina w Toronto i w Warszawie oraz Przyjaciele – Dyrektorzy Fundacji: Grażyna Kopeć, Marek Kusiba, Tamara Trojanowska, Henryk Wójcik i Edward Zyman.

Ś.P Nelli Turzańska-Szymborska była: żołnierzem Związku Walki Zbrojnej, łączniczką i sanitariuszką w Powstaniu Warszawskim w zgrupowaniu Armii Krajowej „Róg”, Żołnierzem Wyklętym powojennej podziemnej organizacji patriotycznej Polski Front Ojczyźniany, więźniarką komunistycznych więzień na Montelupich w Krakowie, w Grudziądzu i Fordonie. Od 1958 roku na emigracji w Kanadzie. Wielki mecenas i przyjaciel kultury polskiej.

Największym osiągnięciem Jej emigracyjnej aktywności jest powołana w 1988 roku Fundacja Władysława i Nelli Turzańskich, instytucja o wyjątkowych zasługach dla kultury polskiej. Spełniwszy w ten sposób wolę swego męża Władysława Turzańskiego, przez dwadzieścia lat kierowała pracą Fundacji, stając się głównym architektem jej sukcesów.

Za swą aktywną pracę społeczna i charytatywną Nelli Turzańska-Szymborska otrzymała szereg odznaczeń i wyróżnień, których ukoronowaniem był przyznany jej w 2010 roku Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Miała wyjątkowy dar zjednywania sobie ludzi i przekonanie o konieczności budowania silnych więzi środowiskowej wspólnoty. Była uosobieniem dobra, lojalności i wspaniałomyślności.

Wzruszające wspomnienie przysłał mi przed chwilą Edward Zyman – prezes Polskiego Funduszu Wydawniczego w Kanadzie

Życie ofiarowane Polsce

Nelli Turzańska-Szymborska (1917-2012)

W niedzielę wielkanocną 8 kwietnia w Toronto Western Hospital zmarła Nelli Turzańska-Szymborska, współzałożycielka jednej z najważniejszych instytucji wspierających kulturę polska na obczyźnie. Wedle Jana Pawła II o wielkości i bogactwie człowieka decyduje nie to, co posiada, lecz to, kim jest i co potrafi przekazać innym. W przypadku pani Nelli słowa te sprawdzają się w pełni. Była wśród nas kimś wyjątkowym. Osiągnęła w życiu wszystko to, co prawy, wierny swoim przekonaniom, otwarty na sprawy innych ludzi człowiek osiągnąć może. Od wczesnej młodości po wiek dojrzały potwierdzała swoją wielkość ducha, przywiązanie do wartości podstawowych, szlachetność i odwagę. Takie imponderabilia jak patriotyzm, wolność, niepodległość, uczciwość, bezinteresowna praca dla innych były dla niej obowiązującym imperatywem moralnym. Gdy w ich obronie trzeba było ryzykować najwyższą ceną, czyniła to bez wahania – w czasie wojny i okupacji, podczas Powstania Warszawskiego, a także w okresie ponurej rzeczywistości Polski komunistycznej lat czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego wieku.

Nelli Turzańska, z domu Barańska, urodziła się w dniu 23 marca 1917 roku w Kursku, dokąd został oddelegowany jej pracujący w kolejnictwie ojciec. Fakt, że po rewolucji bolszewickiej jej rodzinie udało się bezpiecznie przedostać do Polski, był cudownym zrządzeniem losu. Dzieciństwo wraz z rodzicami i sześciorgiem rodzeństwa spędziła w Błoniu pod Warszawą. Był to najszczęśliwszy okres w jej życiu. Jako dziecko uwielbiała zabawy w ogrodzie i czytanie książek. Jej ukochanymi lekturami były Ania z Zielonego Wzgórza oraz W pustyni i w puszczy. Nie przypuszczała, że kiedyś przyjdzie jej żyć w ojczyźnie Ani Shirley. Od bohaterki powieści Sienkiewicza przejęła imię, którym zastąpiła metrykalną Franciszkę, pierwotnie na czas bierzmowania, a później – na całe życie.

Kiedy była uczennicą szkoły średniej, ukończyła – jako jedyna dziewczyna w stuosobowej grupie – kurs spadochronowy. W razie wybuchu wojny chciała być sanitariuszką-spadochroniarką. Po latach w jednym z wywiadów powie: „Mojemu pokoleniu dane było wzrastać w Polsce Niepodległej. Nasiąkaliśmy więc atmosferą romantycznego patriotyzmu, chcieliśmy dokonać czegoś, co mogłoby się przydać Polsce”.

Na początku okupacji wstąpiła do Związku Walki Zbrojnej. Później, w czasie Powstania Warszawskiego, uczestniczyła w walkach na Starym Mieście jako łączniczka i sanitariuszka w oddziale AK pierwszego rzutu, konkretnie w batalionie „Dzik” dowodzonym przez kpt. Tadeusza Okolskiego. Kiedy Starówka padła, razem ze swoim oddziałem przedostała się kanałami do Śródmieścia. Po kapitulacji, idąc do niewoli, zbiegła z konwoju pod Ożarowem. Po wojnie włączyła się do pracy w podziemnej organizacji Polski Front Ojczyźniany. Aresztowana w lutym 1952 r., z ośmioletnim wyrokiem trafiła do więzienia. Trzy i pół roku spędziła na Montelupich w Krakowie, w Grudziądzu i w Centralnym Więzieniu dla Kobiet w Fordonie, w okresie okupacji jednym z najcięższych więzień w okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie. To tutaj w pierwszych latach po zakończeniu wojny kierowano polskie patriotki po wyrokach za działalność polityczną. W Fordonie wraz z nią znalazły się członkinie ZWZ, AK, WiN, NSZ, wychowane w duchu polskości studentki z Krakowa i Warszawy, przeciwstawiające się stalinowskiemu terrorowi.

Zwolniona na mocy amnestii, nie potrafiąc odnaleźć się w warunkach komunistycznej Polski, podejmuje decyzję o emigracji, którą umożliwiło małżeństwo (per procura) z obywatelem kanadyjskim, kuzynem jej zmarłego narzeczonego. W maju 1958 roku opuszcza Polskę. Jej nową ojczyzną staje się Kanada, ale związki z krajem rodzinnym nie zostają zerwane. Wręcz przeciwnie – ulegają pogłębieniu, stają się duchowo bardziej intensywne. Fizyczne oddalenie od Polski utwierdza w niej przeświadczenie, że kraj to nie system polityczny, rządzący, narzucone przez nich restrykcje, lecz przede wszystkim bogata, fascynująca kultura: literatura, muzyka, malarstwo, piękno ojczystego krajobrazu, wiara ojców, mieniąca się wieloma barwami ponadtysiącletnia tradycja.

Poza krajem Nelli Turzańska-Szymborska spędziła 54 lata. Nigdy jednak, ani przez moment, nie był to pobyt poza polską kulturą i tradycją, poza wartościami, które decydują o naszej narodowej i historycznej tożsamości. Podczas swej emigracyjnej wędrówki, trudnej i wymagającej wielu wyrzeczeń, swoją bezinteresownością, niezwykłą empatią i życzliwością zyskała wielu oddanych przyjaciół oraz głębokie uznanie i szacunek środowiska.

Choć oddalona w sensie fizycznym od Polski, potrafiła, realizując ideę jej zmarłego męża por. Władysława Grzymały-Turzańskiego, przekazać polskiej kulturze wartość wyjątkową w postaci Fundacji Władysława i Nelli Turzańskich, instytucji, która pokazuje jak wiele dobrego uczynić może szlachetność, dobra wola i wyobraźnia jednego Człowieka umiejącego zjednać dla pięknych i wartościowych dla wspólnoty celów grupę ludzi szczerze tym celom oddanych.

Powstała w 1988 roku Fundacja jest dzisiaj ważnym, rozpoznawalnym elementem kulturalnego dorobku polskiej diaspory. Zrodzona przed blisko ćwierćwieczem idea wspierania wolnej, niezależnej od politycznych nacisków kultury polskiej, promowania wybitnych dzieł wzbogacających nasze narodowe dziedzictwo i utrwalających je w obszarze kultury światowej, z inspiracji Nelli Turzańskiej-Szymborskiej i przy jej ogromnym wkładzie pracy stała się budzącym najwyższy szacunek znakiem rozpoznawczym polskiego Toronto. Na liście laureatów Fundacji widnieje ponad siedemdziesięciu najwybitniejszych twórców żyjących w kraju i na obczyźnie, kilkunastu przedstawicieli uzdolnionej młodzieży oraz wiele zasłużonych dla kultury polskiej instytucji i stowarzyszeń, a łączna wartość przyznanych nagród i dotacji wynosi blisko 200 tys. dolarów.

Choć z pewnością najważniejsza, Fundacja Turzańskich nie była jedynym wyrazem obywatelskiej i patriotycznej postawy pani Nelli. Mimo, iż przystosowanie się do życia w nowym kraju wiązało się z licznymi trudnościami i wyrzeczeniami, jej emigracyjną egzystencję cechowała wielostronna działalność społeczna i charytatywna. Była aktywnym członkiem Stowarzyszenia Kombatantów Polskich Koło nr 20. i przez wiele lat kierowała pracą działającej w budynku przy 206 Beverley St. biblioteki i czytelni. Pracowała społecznie w zarządzie Koła Byłych Żołnierzy Armii Krajowej, działała w Związku Ziem Wschodnich, Towarzystwie Wspieranie Kultury Polskiej na Litwie, Towarzystwie Przyjaciół Jasnej Góry oraz Polskim Funduszu Wydawniczym.

Nade wszystko jednak była wielkim przyjacielem i orędowniczką kultury polskiej na obczyźnie, jednym z jej największych i najbardziej bezinteresownych ambasadorów.

* * *

W dniu 24 marca br., w gronie rodziny, najbliższych przyjaciół i dyrektorów Fundacji planowaliśmy zorganizowanie kameralnego spotkania, by uczcić 95. rocznicę urodzin pani Nelli. Jakby w bezsilnym proteście przeciwko bezwzględnym regułom losu, przygotowaliśmy z tej okazji okolicznościowy, bibliofilski druczek, w którym wyrażaliśmy swój podziw, szacunek i miłość dla tej niezwykłej, wzbogacającej nas i polską kulturę Postaci. W myśl znanej łacińskiej maksymy Vita brevis, ars longa żywiliśmy nadzieję, że skoro utrwalimy wspomnianą uroczystość w słowie, w wydawnictwie, które opiera się skutecznie presji czasu, umkniemy zręcznie bezlitosnej Pani, wywiedziemy ją, przynajmniej na czas jakiś, w pole. Jeszcze przecież niedawno w gościnnym domu Ewy Szozdy, obecnej prezes Fundacji Władysława i Nelli Turzańskich przy Peach Tree Path w Toronto, podejmowaliśmy panią Nellę i jej męża, Zbyszka Szymborskiego, ciesząc się ich inspirującą obecnością. Byliśmy, jak dawniej, znowu razem, rozmawialiśmy o literaturze i sztuce, omawialiśmy kandydatów do kolejnych nagród, snuliśmy plany na najbliższą przyszłość.

Nawet wówczas, gdy pogarszający się stan zdrowia Jubilatki przesunął termin przygotowanej uroczystości, wierzyliśmy, że najgorsze wkrótce minie, bo przecież dobrzy ludzie, mimo najbardziej zaawansowanego wieku, nie odchodzą tak szybko. A jednak stało się inaczej.

Droga i Kochana Nelli, dziś nie jesteśmy już w stanie przekazać Ci naszych słów wdzięczności, szacunku i miłości bezpośrednio. Czynimy to zatem w tej formie. In memoriam. Jako wyraz naszego publicznego dla Ciebie hołdu i najwyższego uznania. Zasnęłaś w Panu w wieku 95 lat, emanując do ostatniej chwili ujmującą szlachetnością, dobrocią i młodzieńczością. I taką pozostaniesz w naszych sercach i pamięci.

Edward Zyman

PS

Na wykorzystanie w moich publikacjach nekrologu i swojego wspomnienia pozwolił mi mój Przyjaciel - Edward Zyman. Jest ono tak, moim zdaniem, wzruszające, iż postanowiłem nie uronić z niego ani jednego słowa.

Andrzej Piskulak